Mówili: „Musisz to wziąć”. Urodziła mimo zażycia pigułki aborcyjnej i... jest szczęśliwa

„Nadszedł czas” – naciskał aborcjonista. Andrea spojrzała na chłopaka, mając nadzieję, że powie: „Odwróćmy tę decyzję”. Jednak tak się nie stało. „Musisz to wziąć”. I wzięła. Ale wybiegła z wyrzutami sumienia i poprosiła innego lekarza o odwrócenie tej sytuacji. Dziś jest szczęśliwą mamą.

Andrea, mając 21 lat, dowiedziała się, że jest w ciąży. Ze strachu podjęła natychmiastową decyzję o aborcji. Jej związek z chłopakiem był „mało udany” i wówczas jej zdaniem po prostu „nie było innego wyboru”. Jednak po zażyciu pierwszej dawki dwuskładnikowej chemicznej pigułki aborcyjnej, natychmiast poczuła żal...

Po tym, jak Andrea oznajmiła swojemu chłopakowi, że jest w ciąży, zareagował dokładnie tak, jak myślała: od razu nalegał na aborcję. Andrea umówiła się na wizytę w firmie zajmującej się aborcją i powiedziała, że ​​od tego czasu czuła jak „mdli ją w żołądku”.

„Kiedy weszłam do kliniki aborcyjnej, poczułam, że ta czarna chmura jest już nade mną. Usiadłam i miałam wypełnić „papierkową robotę”, ale… byłam taka niezdecydowana” – powiedziała Andrea portalowi Live Action. „Miałam poczucie, że muszę to zrobić. Nie mogłam być samotną matką...” – dodała. A jednak później okazało się, że mogła.

Andrea została zabrana do pokoju, gdzie pielęgniarka dała jej więcej „papierkowej roboty”. Andrea szybko przejrzała informacje o tym, co się stanie po zażyciu pigułki aborcyjnej. Zaczęła mieć nadzieję, że ktoś zakwestionuje, czy naprawdę chce przeprowadzić aborcję. Jednak nikt tego nie zrobił.

„Poszliśmy do sąsiedniego pokoju i zrobili USG. I właśnie... kiedy zobaczyłam USG i usłyszałam bicie serca, byłam jakby „poza sobą”. Spojrzałam na mojego chłopaka, mając nadzieję, że powie: „Odwróćmy tę decyzję. Miejmy to dziecko”. Jednak nie zrobił tego. Podobnie jak lekarz” – powiedziała Andrea. „Lekarz też nie zapytał: „Czy to naprawdę jest to, co chcesz zrobić?” Po prostu pokazali mi zdjęcie dziecka” – dodała.

Po USG aborcjonista podał Andrei pierwszą pigułkę aborcyjną, ale zawahała się, ponownie myśląc nad swoją decyzją. Aborcjonista naciskał na nią, by ją wzięła, mówiąc jej, że „rozpłynie się zaraz w jej dłoni”. Powiedział: „Musisz to wziąć. Nadszedł czas, aby to zrobić...”

Procedura pigułki aborcyjnej składa się z dwóch etapów. Pierwsza pigułka, mifepriston, blokuje progesteron, czyli hormon, pomagający w utrzymaniu rozwijającego się pod sercem matki dziecka. Bez progesteronu dziecko nie przeżyje. Drugą pigułkę, misoprostol, przyjmuje się od 24 do 48 godzin po mifepristonie. Wywołuje on skurcze i powoduje, że kobieta rodzi martwe dziecko.

Andrea bardzo niechętnie połknęła w końcu mifepriston. Aborcjonista dał jej brązową papierową torebeczkę z drugą pigułką i odesłał ją w drogę. Pobiegła do samochodu i próbowała zmusić się do zwrócenia tej pigułki... „Byłam zniesmaczona sobą” – powiedziała Andrea. „Byłam zniesmaczona moim chłopakiem, że pozwolił mi to zrobić, i płakałam. Płakałam i płakałam, płakałam i nie było odwrotu. Po prostu wiedziałem, że popełniłam największy błąd w moim życiu i nie mogłam nic więcej zrobić”.

Młoda kobieta poszła po pomoc do szpitala, gdzie usłyszała, że już nie pozostaje jej nic innego jak wziąć drugą dawkę. Poszła więc do swojej rodziny. Ciocia powiedziała, żeby modliła się do Boga o odwrócenie tej sytuacji, o uratowanie tego dziecka. Następnie dowiedziała się, że istnieje linia z pomocą, na którą można szybko zadzwonić tuż po zażyciu pigułki aborcyjnej. Andrea zadzwoniła i połączyli ją z lekarzem, który kazał jej przyjść do gabinetu, mimo że był on tego dnia zamknięty.

Andrea żałowała, że nikt jej nie zatrzymał. W głowie miała tylko jedno: „Nie mam już niczego więcej na świecie prócz tego dziecka i nie ma już to dla mnie znaczenia, że wychowam dziecko sama. Nie wiem, jak to zrobię, ale zrobię to!”. Andrea i jej matka spotkały się z lekarzem, który powiedział Andrei, żeby się przygotowała też i na to, że może być za późno. Jednak na szczęście, na ekranie USG było jej dziecko - wciąż żywe. Lekarz natychmiast rozpoczął podawanie zastrzyków z progesteronem, aby przeciwdziałać skutkom pigułki aborcyjnej.

„Tego dnia podjęłam najważniejszą decyzję w moim życiu” – mówi Andrea. Powiedziała sobie: nie przejdę przez tę aborcję. Uratuję moje dziecko. „W tym momencie mój syn był jedyny na świecie, tylko on się liczył” – powiedziała Andrea. „Do dziś jest jedynym, który się dla mnie tak bardzo liczy. Wzniósł mnie na zupełnie nowy poziom tego, kim jestem jako osoba. Dzięki niemu, dziś jestem lepsza…” – podkreśliła w wywiadzie dla Live Action.

źródło: NF/liveaction.org

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama